Parchatek
Koty do adopcji
Parchatek, nazywany też Rogerem, trafił pod naszą opiekę w lutym 2026 roku. Jego stan był tragiczny. Był tak wyniszczony i chory, że początkowo trudno było uwierzyć, że uda mu się przeżyć.
A jednak Parchatek miał na ten temat własne zdanie.
To starszy kocur, który całe swoje życie spędził jako kot wolno żyjący. Los zdecydowanie go nie oszczędzał, a lata życia na zewnątrz pozostawiły po sobie ślady. Po trafieniu pod opiekę Fundacji rozpoczęła się diagnostyka i leczenie. Niestety kolejne wyniki nie przynosiły dobrych wiadomości.
U Parchatka zdiagnozowano raka płaskonabłonkowego. Początkowo była jeszcze nadzieja, że bardzo zniszczone ucho jest skutkiem dawnych kocich walk. Okazało się jednak, że odpowiadał za to nowotwór. Konieczna była częściowa amputacja ucha. Parchatek stracił również oko.
Jakby tego było mało, kocur zmaga się także z kocią białaczką, FIV, problemami skórnymi oraz chorobą zwyrodnieniową stawów. Z powodu dolegliwości bólowych raz w miesiącu otrzymuje zastrzyk przeciwbólowy.
Lista chorób Parchatka jest długa. Znacznie dłuższa, niż ktokolwiek chciałby widzieć przy imieniu jednego kota.
Tylko że Parchatek nie wie, że według wyników badań powinien mieć już wszystkiego dość.
On chce żyć.
Ma ogromny apetyt, a jedzenie jest jednym z najważniejszych punktów jego dnia. Drugim jest człowiek. Parchatek, choć większość życia spędził jako kot wolno żyjący, okazał się niezwykle spragniony bliskości. Kocha ludzi całym sercem. Uwielbia głaskanie, przytulanie i każdą chwilę, podczas której może być blisko człowieka.
Jego kondycja bywa różna. Są lepsze i słabsze dni, bo wiek i liczne choroby dają o sobie znać. Parchatek może nie wygląda jak milion dolarów, ale dla niego liczy się przede wszystkim to, co dzieje się dzisiaj: pełna miska, ciepłe miejsce i ręka, która zechce go pogłaskać.
Po całym życiu spędzonym na zewnątrz na stare lata wreszcie zaznał bezpieczeństwa, ciepła i opieki.
Kiedy trafił do Fundacji, pojawiła się jeszcze nadzieja, że może znajdzie się ktoś, kto zechce podarować temu staremu, bardzo choremu kotu dom na ostatnią prostą jego życia. Z czasem ta nadzieja stawała się coraz mniejsza. Skoro na domy miesiącami czekają młode i zdrowe koty, trudno wierzyć, że ktoś zdecyduje się właśnie na starego kocura z tak długą historią chorób.
Dlatego dziś przede wszystkim chcemy o nim przypomnieć.
Parchatek jest. Żyje. Je z apetytem, domaga się miziania i korzysta z tego, czego przez większość życia prawdopodobnie miał zdecydowanie za mało — z troski człowieka.
Nie wiemy, jak długa droga jest jeszcze przed nim. Wiemy natomiast, że dopóki Parchatek chce nią iść, zasługuje na to, żeby iść nią bez bólu, z pełnym brzuchem, w cieple i z człowiekiem u boku.
